Fizjoterapia | Podcast

ep.1 – Marek Kuś i wzorce ruchowe

Moim pierwszym gościem jest Marek Kuś (Movement Therapy). Trener z wieloletnim doświadczeniem, szkoleniowiec i terapeuta ruchowy wywodzący się ze sportów gimnastycznych.
W pierwszym odcinku rozmawialiśmy m.in. o:
  • wzorcach ruchowych,
  • sztuce regresji ćwiczeń,
  • tworzeniu map ruchu,
  • świadomości klienta
  • i naprawianiu ludzi.

Transkrypt poniżej.

Tomek: Internet mówi o Tobie: twórca, filantrop, felietonista, wirtuoz barku i kolana, prosty chłopak, a zarazem wielowymiarowy, specjalista jakich mało. Witam Cię serdecznie!
Marek Kuś: Ja też cię witam Tomeczku.
T.O.: Chciałbym z Tobą dzisiaj porozmawiać o wzorcach ruchowych, o szkoleniach wzorców ruchowych. Czy to jest hit? Czy to jest kit?
M.K.: I to jest bardzo dobre pytanie, bo jakby spojrzeć na ostatnie lata rozwoju fitnessu w Polsce, to można powiedzieć, że wzorce ruchowe teraz wiodą prym. I ja też się zastanawiałem w pewnym momencie o co tu tak naprawdę chodzi, że nagle jest takie wielkie bum i każdy robi wzorce ruchowe, kiedy tak naprawdę wiedzieliśmy że one są. Ale szczerze mówiąc może zacznijmy od początku.
T.O.: Skąd to się zaczęło?
M.K.: Zauważyłem, a jestem w tej branży już lata i powiedzmy od samego początku widzę jak ta branża się kształtowała, gdzie tak naprawdę były siłownie, gdzie pracowaliśmy na maszynach. Potem pojawiły się jakieś wolne ciężary, wszyscy koksili dużo więcej. Zaś teraz pojawiły się te wzorce ruchowe, dużo więcej osób zaczyna pracę z gumami od prostych wzorców. Możnaby powiedzieć, że to czego ja sam się obawiam i to jaki widzę problem we wszystkich tych rzeczach to przede wszystkim fala fanatyzmu nad jednym elementem, np. motoryki człowieka.
T.O.: Tak, zdecydowanie widać to, nie tylko po wzorcach ruchowych, ale po innych też szkoleniach i innych nurtach, że ludzie patrzą na ruch zero-jedynkowo. No i brak takiego szerszego podejścia pomimo tego całego holistycznego spojrzenia na człowieka.
M.K.: Tak, tak. Ale popatrz, czy nie uważasz, że na przykład właśnie te wzorce ruchowe to poniekąd właśnie zamykanie się w pewnych ramach. Gdzie ja na przykład idealnych wzorców ruchowych tak naprawdę nigdy nie widziałem. I myślę, że człowiek sprzed 100 lat też tych wzorców nigdy nawet nie znał.
T.O.: Jest to prawda. Nie mniej jednak osobiście uważam, i też spotkałem się z komentarzami na ten temat, że szkolenie z wzorców ruchowych jest świetnym szkoleniem na początek pracy trenera.
M.K.: Wiesz co, ja mogę powiedzieć po szkoleniach, które sam też prowadzę. Moje bazowe szkolenie MoveTherapy Basic to jest jakby baza ruchu. To jak ja podchodzę do każdego ruchu i uważam, że taką bazę ruchu każdy trener personalny powinien poznać na samym początku swojej kariery. Wcześniej kursy trenera personalnego były oparte przede wszystkim na tym: „Przyjdź – to ćwiczenie jest na biceps, to ćwiczenie jest na triceps, robimy sobie serię 3×12 czy też 5×5”. Trener robił jakieś tam ćwiczenia, z wiedzą, że tutaj programujemy sobie tak, a nie inaczej. A moim zdaniem pierwsze, co trener powinien poznać, jest biomechanika i anatomia, ale przełożona na ruch oraz to jak odpowiednio regresować ćwiczenia do jak najprostszych. Bo trenerzy z tym mają tak naprawdę problem. Progresję jakiegoś ćwiczenia jesteśmy w stanie szybko wymyślić od razu. Na przykład rób przysiady, rób to, rób tamto. A to są już tak naprawdę trochę bardziej złożone ruchy, bardziej globalne. Nie mówiąc już o bieganiu i innych wzorcach lokomocji, gdzie te ruchy są wielopłaszczyznowe. Jeżeli trener będzie potrafił złożyć to „abecadło ruchu”, wyjść od odpowiedniego poziomu, a także będzie potrafił zregresować. Wydaje mi się, że na początku drogi trenera, cała „sztuka regresji” jest tym, co powinien wiedzieć. Ja osobiście na swoim pierwszym kursie trenera personalnego czegoś takiego nie miałem.
T.O.: Zdecydowanie czegoś takiego nie było. Podoba mi się to spojrzenie, podoba mi się to, jak mówisz o tym, że trener powinien sobie tworzyć tą mapę ruchu. Według niej dopiero podążać i uczyć podopiecznego od podstaw każdego ruchu – i podstawowego i złożonego.
M.K.: Tak naprawdę, jeżeli jestem w stanie przeprowadzić człowieka przez taki rozwój ruchowy od samego początku, powiedzmy od ćwiczeń na plecach. Jak sobie złoży to „abecadło ruchu”: nauczę go poszczególnych liter, nauczę go składać wyrazy, a potem składać to w opowiadanie. Jeżeli przejdziemy przez te pewne etapy, to mój klient nie dość, że bezpiecznie nauczy się poruszać, nauczy się pewnych wzorców to ja mogę mieć pewność, że spokojnie może sam chodzić na siłownię. Z mojej strony pozostaje tylko monitoring i progresje. Dodatkowo rozwijam jego koordynację, to jak się rusza i tak naprawdę jeżeli zbuduję sobie solidne fundamenty, to mam mega fajnego klienta.
T.O.: Powiedziałeś, że nie musisz się martwić o swojego podopiecznego. Wydaje mi się, że część z trenerów lubi się jednak martwić. Lubi jak klient jest jednak mimo wszystko troszeczkę zależny od trenera.
M.K.: To jest pytanie: czy ja chcę mieć klienta, żeby go mieć i zarabiać pieniądze, czy ja naprawdę chcę rozwijać klienta i może nawet stworzyć sobie w pewnym momencie atletę. Ja dążę do tego, żeby on był przygotowany do uprawiania różnorodnych sportów. Ja, jako trener personalny mam spełnić jego ogólne potrzeby, ale mam również rozwinąć jego horyzonty. Jeżeli przepracujemy na samym początku podstawy i nauczymy go jak najwięcej, to dzięki temu możemy bezpiecznie wprowadzać go w elementy „wyższego ryzyka treningowego”. To jest naprawdę fajny klient do prowadzenia, bo on już jest dużo bardziej świadomy swojego ciała, dużo bardziej świadomy ruchu. Wiadomo, on może mnie zacząć weryfikować także z mojej wiedzy, bo dużo się już dowiedział ode mnie. Ale to znaczy, że muszę się przygotować do tego treningu.
T.O.: Dobrze, to à propos tego przygotowania: powiedz jak wygląda twoje rozpoczęcie pracy z klientem. Powiedziałeś przed chwilą o mapie ruchu. Powiedz mi, jak tworzysz tą mapę.
M.K.: To jest pomysł zaczerpnięty ze szkolenia, na którym poznałem Jacoba Harden’a. Już nawet wcześniej z chłopakami: z Piotrkiem Piechnikiem i z Bartkiem Kulewiczem rozkminialiśmy jak sobie układać pewien taki sposób tworzenia krok po kroku rozgrzewki i nauczania ruchu od takich bazowych ruchów. Jak spotkałem Jacoba Harden’a to jeszcze bardziej mi to rozjaśniło, że ta droga jest dobra. Dodatkowo poukładałem sobie to troszeczkę w mojej głowie. Można powiedzieć, że jeżeli chodzi o taki typowy trening indywidualny, na którym zaczynam sobie pracę z nowym człowiekiem, to wiadomo zaczynamy od takich podstaw typu: jak oddychać i napinać core, budować stabilizację w obrębie centrum. Jeżeli aktywuje core prawidłowo, to zaraz po tym od razu przechodzę np. do ruchu w biodrze. Czyli połączenia tej stabilizacji wokół centrum, ze stabilizacją biodra. Z tego wychodzę do edukacji wszystkich ćwiczeń, krok po kroku, na nogi. Przechodzimy do takich prostych rzeczy, jak np. monster walk’a, ćwiczenia na stabilizację na pośladkowy średni, na przywodziciele. Dalej przechodzę sobie do martwego ciągu walizkowego z kettlami, z hantlami. Następnie progresuję sobie ten martwy ciąg robiąc po prostu krok do tyłu stopą, aż dochodzę do wykroku. Robię sobie wykrok dominujący bardzo mocno przez biodro, a potem stopniowo zaczyna dominować bardziej kolano. Wtedy już mam nauczoną tą osobę, jak naprawdę fajnie wykonać ten ruch w biodrze, a potem włączę to z dobrym ruchem w kolanie. Potem progresuję sobie to pod dane ćwiczenie na nogi lub pod daną cechę motoryczną, pod dany ruch, pod daną funkcję. I to samo robię z górą. Jeżeli ustabilizuje sobie centrum to uczę tą osobę jak układać barki, jak układać łopatki, gdzie w ogóle odnaleźć tą łopatkę. Można powiedzieć, że ten pierwszy trening jest częściowo trochę treningiem gimnastycznym, bo jest treningiem głównie z ciężarem własnego ciała, bądź z małym obciążeniem typu kettle, typu hantle i uczy tak naprawdę podstaw i świadomości ciała. W momencie kiedy na rozgrzewce robię sobie różne sekwencje ruchowe, a nie tylko pojedyncze rozciągania, tylko zawsze kombinuję, żeby był ten element koordynacji, nauki, żeby poruszać neuroplastyczność mózgu, żeby zawsze uczył się czegoś nowego. Zmuszam tą osobę do myślenia poprzez ćwiczenie. Czasami układam sobie prostą sekwencję ruchową, gdzie z trzech ruchów uczę tą osobę przysiadu. Mam już to załatwione na rozgrzewce, gdzie ona sama podświadomie już uczy się przysiadów. A ja sobie to koryguję później na treningu. Następnie na części głównej przerabiamy sobie odpowiednie wzorce ruchowe i to na tym momencie skupiam się najbardziej. To jest taki pierwszy miesiąc budowania fundamentów. Więc mapa ruchów to jest właśnie przejście krok po kroku, aby zbudować fundament.
T.O.: Świetne podejście, bardzo spójne, bardzo mi się podoba. Powiedz mi szczerze, czy ten moment gdy odrzucasz tą wstępną pracę na wzorcach ruchowych zawsze trwa około miesiąca, czy jest to czasem dłużej, czasem krócej. Jak to wygląda?
M.K.: To co obserwujemy w Polsce, to jak ktoś zmienia nurt, albo jest jakiś nurt, to ktoś jest fanatykiem tego nurtu. Ja jestem fanem tego, że wszystko ma swoje miejsce w odpowiednim czasie, i tak samo jest z treningiem. Więc jeżeli chodzi o trening wzorców ruchowych, budowanie świadomości, jest to zazwyczaj miesiąc, czasami może trochę dłużej, w zależności od osoby, jej celu treningowego. Niezależnie z kim zaczynam pracę staram się budowanie bazy wdrożyć, ale też staram się nie poświęcać temu całego naszego czasu treningowego który daje mi ten podopieczny. Czyli nie będę pół roku robił z nimi wzorców ruchowych, szukam cały czas nowych możliwości progresowania. To jest ten początkowy moment, a ja muszę znaleźć jak najszybszą tranzycję, żeby wzorce ruchowe to nie były tylko wzorce ruchowe. Tak naprawdę człowiek porusza się w sposób nieszablonowy. Więc muszę ukierunkować tą osobę w ten nieszablonowy sposób, czy też specyficzny dla danego sportu. Jak najszybciej przejść do bardziej zaawansowanych wzorców ruchowych. Mnie niepokoi to, że jesteśmy strasznymi fanatykami jednego. Ja rozumiem że jesteśmy specjalistami w danej dziedzinie, ale trzeba mieć troszeczkę jeszcze szersze spektrum niż tylko wzorce ruchowe, jak prowadzić dalej tego podopiecznego.
T.O.: Za pierwszym razem gdy spotkaliśmy się w Forum Treningu, zapytałem cię z jakiego sportu się wywodzisz. Powiedziałeś, że z gimnastyki. Jaki to miało wpływ na ciebie, na twój trening oraz na trening twoich podopiecznych?
M.K.: Może nie nazwałbym tego gimnastyką, bo gimnastykiem nigdy nie byłem, bardziej nazwałbym to sportami gimnastycznymi. Ja się wywodzę z parkour free run, troszeczkę też sztuki walki. Zawsze starałem się uczyć ruchu, byłem zafascynowany gimnastyką, saltami i śrubami. Jak byłem młody to była ta epoka, w której poszedłem na gimnastykę, chciałem się zapisać, no ale miałem 14/15 lat i powiedzieli mi: „Hola, hola niestety kolego, ale jesteś za stary na ten sport, idź ćwiczyć coś innego”. Ale była to również epoka, w której dużo spędzaliśmy czasu na ulicy i było dużo ulicznych sportów, typu rolki, breakdance, capoeira, deskorolka i tak dalej. I przyszedł taki moment, że wyszedł film „Yamakasi” i ludzie byli zafascynowani bieganiem po blokach, że tam można robić jakieś salta. My byliśmy prekursorami, tak można było powiedzieć. To był rok 2005 lub bodajże 2004 i fajne było to, że były takie zloty. Gdzieś tam ten internet dopiero zaczynał hulać, pojawił się YouTube. To był jeszcze czas, kiedy ściągało się pliki eMule i pamiętam, że ściągnęliśmy jakieś filmy wpisując tylko „Yamakasi”. Ktoś wyskakiwał, ktoś robił salto i tak dalej. Zmówiliśmy się, że się tego nauczymy, umówiliśmy się przy piaskownicy i napierdzielaliśmy te salta. Spacja po spacji, klatka po klatce, analizowaliśmy jak ten gość to robi. Potem pisaliśmy do gościa, który już umiał np. salto w tył: „jak zrobić salto w tył”. To on nam coś tłumaczyła albo wysyłał filmik jak to zrobić. Szliśmy do piaskownicy i sami się uczyliśmy. Spędzaliśmy 8 godzin gdzieś tam w parku na górce, w piasku gdzie rozkminialiśmy jak zrobić jakieś tam salto, wykopywaliśmy dziury, kradliśmy materace. Tak jakby zaczęła się moja kariera. Nagrywaliśmy te filmy na YouTube’a, potem ktoś mnie zauważył i zaprosił na Mistrzostwa Europy, tam udało się nawiązać kolejne kontakty, pojechało się na Mistrzostwa Świata. Zajawka tak kwitła i to nas tak fascynowało, że progres był sam z siebie. Ja się inspirowałem sportami gimnastycznymi. Potem przyszedł taki okres, że udało nam się wynająć salę gimnastyczną i tam trenował trener, z którym współpracuję, który jest teraz szefem kadry Polski. Michał jest moją taką inspiracją. Osobiście przyznam, że mam mało autorytetów treningowych, a to była osoba, która mnie natknęła myślenia. To też był ten etap, w którym ja sam zacząłem być też trenerem, pracować na siłowni z ludźmi. Pamiętam, że udało się zorganizować z Michałem takie warsztaty, na których on zaczął opowiadać o gimnastyce. To jak opowiadał o wszystkim, o tym jakie ma podejście, o szkoleniach nie tylko w Polsce ale i poza nią, szkole zachodniej, pokazał mi jak rozkłada gimnastykę na części pierwsze. Jest w stanie nauczyć całą gimnastykę poprzez stanie na rękach i przewrót w tył.
T.O.: Czyli to jest ta sztuka regresji, o której mówiłeś.
M.K.: Tak, to jest ta sztuka. Umiejętność rozłożenia najtrudniejszego elementu gimnastycznego na „turbo” czynniki pierwsze. I to to było to, co mi otwarło jeszcze bardziej oczy. Nie uczymy się salta, że biegniesz i próbujesz zrobić to salto aż ci wyjdzie. Tylko ja potrafię rozłożyć to salto na 8 ćwiczeń. Nie potrzebuję do tego skomplikowanego sprzętu, jestem w stanie nauczyć w sposób bezpieczny tą osobę i dopiero wejść z nią na przyrząd, jak jak już fizycznie będzie gotowa, żeby zrobić to salto. I to jest tylko jakby pstryk palcem i ona to robi. Bo już wszystkie elementy ma przećwiczone.
T.O.: Składa do kupy i potem to wykonuje. Świetna sprawa.
M.K.: To jest to coś co co mnie zainspirowało. Od tamtej pory śledziłem poczynania Michała i teraz też na różnych płaszczyznach współpracujemy z gimnastykami i nie tylko. To samo zacząłem implementować w pracy z ludźmi. Dodatkowo wiadomo, że ten sport, który uprawiałem był powiązany z kontuzjami podwyższonego ryzyka, które gdzieś tam u siebie miewałem. A jak je już miałem to chciałem się je nauczyć naprawiać. Więc z przyjemnością zacząłem się o tym uczyć jak mogę sam siebie naprawiać. I to zaciągnęło mnie tu gdzie jestem teraz. Gdzie to ja staram się naprawiać ludzi.
T.O.: Naprawianie, naprawianie. OK, coraz więcej się słyszy i czyta o ćwiczeniach „rehab” i „prehab”, „accessory”. Powiedz coś o tym, skoro mówisz o naprawianiu.
M.K.: Mi się spodobało to, że w końcu zrobiliśmy krok w przód i naprawianie to też dziedzina fizjoterapii, która nie jest zamknięta na to że uprawiamy tylko jakąś fizykoterapię i terapię manualną. Wiedza w Polsce idzie troszeczkę dalej i my musimy zastosować jakiś rodzaj terapii, a także od razu musimy to zaimplementować w ruch. Okazało się, że bardziej kluczowym jest nauczyć szybko i dobrze poprawnie ruszać daną osobę. Śmiało mogę powiedzieć, że zdarza mi się współpracować z różnymi lekarzami i podoba mi się też ta świadomość, że nie wszystko już musimy operować. Dużo większym i skuteczniejszym narzędziem jest ruch i zaimplementowanie go. I nawet jeżeli operacja jest konieczna, to my zaczynamy od przygotowania tej osoby do niej poprzez ćwiczenia ruchowe i dopiero potem ona idzie się operować. Taka osoba dużo szybciej wraca do siebie. Również wiele osób dzięki temu da się uchronić przed tą operacją. Operacja niesie za sobą bardzo dużo zmian w ciele. To jest drastyczna trauma dla ciała. À propos ćwiczeń „rehab” i „prehab” i różnicowania tego, to pytanie: czym to się właściwie różni? Znowu wracamy do tego, że z każdą osobą musimy przejść przez bazę ruchu. Też z Karolem Kruczkiem gdzieś tam tłukliśmy, że diagnostyka jest na pierwszym miejscu. Niezależnie czy mówimy tutaj o treningu medycznym, czy o treningu specyficznym, to diagnostyka na każdym poziomie jest bardzo ważna. Po czym ja stwierdzam, czy ktoś jest dobrym dobrym trenerem czy fizjoterapeutą? Po tym właśnie, jak diagnozuje. Jeżeli przychodzę do terapeuty i on nie przeprowadza dokładnego wywiadu tylko od razu zaczyna jakąś terapię, a nie zna mojej historii, poza tym co zobaczył przed chwilą na rezonansie, to znaczy, że nie jest to kompetentna osoba. Strasznie uczulam, aby musimy wiedzieć z kim nawiązujemy współpracę, na poziomie trenerskim, na poziomie fizjoterapeuty, czy na poziomie lekarza. Ta osoba musi poznać kontekst wszystkiego co się dzieje w naszym organizmie, a nie tylko patrzeć na symptom.
T.O.: Wracając jeszcze do tego poziomu operacji: mówisz o ćwiczeniu przed operacją i po operacji, aby ten klient/pacjent był przygotowany. Ja widzę uo taką analogię którą stosuje między innymi u nas Piotrek Żeromski, że informuje i edukuje klientów najpierw pracując z nimi w gabinecie. Następuje również płynne przejście na salę już podczas fizjoterapii albo po prostu najpierw jes ten klient ogarnięty w gabinecie i później zaczyna trenować. Super, że powoli coraz więcej osób zaczyna zwracać na to uwagę. Wszystko jest połączone ze sobą, nie ma czegoś takiego jak oddzielna fizjoterapia i trening personalny, tylko musi być to płynne przejście.
M.K.: Wiesz co mi się podoba jeszcze: tak naprawdę to, że u nas ta leżanka jst na sali. To łóżko jest tylko elementem, który Piotrek, ja, Marcin czy ktokolwiek inny na chwilę stosujemy. Nie spędzamy 40 minut na jakąś terapię, którą stosujemy tylko jest to element, który ja gdzieś tam sobie wdrażam. Krótkie narzędzie, ale ja je jak najszybciej muszę odrzucić na rzecz treningu. Spędzanie czasu na łóżku z kimś musi być jak najszybciej zminimalizowane. Ja na to tak patrzę.
T.O.: Stary pogląd jeszcze głosi, że idziesz do fizjoterapeuty, poleżysz sobie, pomasuje cię i po prostu ci po którejś wizycie przejdzie. A to tak nie jest, nie?
M.K.: Zabawne, że ja też widzę, że łóżko lubi uzależnić naszych podopiecznych. Jak czasami mojemu podopiecznemu nie chce się ćwiczyć, a wie, że potrafię również naprawiać, to czasami słyszę: Słuchaj wiesz co, trochę mnie tu dzisiaj boli, to może byśmy się tam pomacali. Są też trenerzy czy terapeuci, którzy za dużo czasu spędzają na tym łóżku i pozwalają się klientowi przyzwyczaić do tego luksusu. Wiadomo, że jest taki poziom, na którym jest to potrzebne.
T.O.: Aczkolwiek w większości przypadków powinno być to po prostu skorelowane przejście: leżanka – sala, sala – leżanka. A nie poświęcanie czasu tylko na jedną z tych rzeczy.
M.K.: Nawet jak najmniej tej leżanki w tym wszystkim. Gdy zmieniłem metody na bardziej „neuro”, to na tej leżance prawie nie spędzam czasu. Pacjenci też wiedzą, że zależy nam na pracy i tak naprawdę my się leczymy treningiem, a nie tym, że będziemy się opieprzać. Dlatego bardzo ważny jest ten load management, czyli monitorowanie obciążenia, objętości treningowej i to, że objętość treningowa musi być.
T.O.: Wspominałeś, że pracujesz sobie metodami bardziej „neuro”. Jeżeli możesz, to powiedz mi coś o tym, jak wplatasz to w trening personalny oraz pracę pracę fizjo.
M.K.: Po jednym kursie to „neuro” mi tak otworzyło oczy, dało kopa, żeby zacząć drążyć te tematy. Na początku sam sobie gdzieś latałem np. po YouTubie, ale okazuje się, że z czasem nie idzie tego tak naprawdę zrozumieć na własną rękę. Na szczęściem trafiłem na firmę zajmująca się kursami neuro: Syntonic. Trafiłem do grona ludzi, którzy zupełnie inaczej patrzą na podejście do ciała i otwarło mi to oczy wyjaśnienie pewnych procesów i dużo szybszego działania. Wiemy jak podziałać na mózgu czy na układzie nerwowym. Samo to spojrzenie, gdzie my jesteśmy w stanie uwalniać powięź, czy w ogóle coś tam masować, i tak dalej, gdzie nie do końca tutaj jest wszystko wyjaśnione. A nagle trafiasz w miejsce gdzie ludzie patrzą jeszcze głębiej. Słuchaj, bo system powięziowy to jest jeden z wielu tak naprawdę, a my musimy trafić na system, który zarządza wszystkim, czyli mózg/układ nerwowy. Śmiało mogę powiedzieć, że to jest to, w co chce iść i jeszcze tak naprawdę jestem totalnym beginner’em w tym wszystkim, ale wiem, że tą wiedzę chcę pochłaniać. Chcę poświęcić cały następny rok, żeby sobie poszerzyć mój światopogląd w tym temacie. Oczywiście to nie jest jedyne co będę robił. Nie jestem ograniczoną osobą i staram się jakby z każdego troszeczkę czerpać. Nie mówię, że to jest jedyne czy najlepsze wyjście, ale to nurt który bardzo bardzo otworzył mi oczy. Nie ma tu też takiego fanatyzmu.
T.O.: Rozmawialiśmy też kiedyś, że ludzie dużo chętniej w tym „neuro świecie” wymieniają się ze sobą poglądami, dyskutują bez obrzucania się błotem, tylko dzielą się skutecznymi tipami na jakiś temat.
M.K.: Tak, nie ma napinki w tym wszystkim, że to ja wiem najlepiej, że to jest terapia najlepsza na wszystko itd. Tylko są rozkminy i jest to wszystko bardzo przemyślane. do mi się strasznie podoba. Można powiedzieć, że jestem takim trochę łącznikiem między światem treningowym i światem fizjo. Ciężko powiedzieć gdzie się w ogóle odnaleźć w tym świecie.
T.O.: Dwa brzegi rzeki, jest prom i Ty stoisz na tym promie i wozisz tych ludzi.
M.K.: Lubię czerpać wiedzę z różnych dziedzin, kocham słuchać wykładów z fizyki, z biomechaniki i z różnych innych dziedzin, nawet z pedagogiki. Są ludzie, którzy mnie inspirują swoją pasją, lubię te ciekawostki ze świata science i to wiedza mnie nakręca.
T.O.: „Generalnie nauka mnie kręci i mam nadzieję na przyszłość.”
M.K.: (śmiech) Dokładnie tak. Wracając, że jestem takim łącznikiem, bo czerpię wiedzę troszkę stąd, tu troszkę stąd. U nas w Polsce to albo robisz to albo jesteś fizjologii i musisz być w jakimś worku.
T.O.: Układ nerwowy, kettle, trójbój, jeszcze crossfit nie daj Bóg i tyle. Ale nie możesz tego połączyć w jedno, a jeżeli łączysz to..
M.K.: To jesteś miernotą.
T.O.: Bo nie robisz, nie skupiasz się na czymś w 100%.
M.K.: Ja bym się starał się pominąć to wszystko, troszeczkę pójść o krok dalej i zacząć dyskutować. Jak byśmy zgromadzili najlepszych fizyków, najlepszych ludzi z neuroscience, czy ze wszystkich nauk ścisłych, to może byśmy byli wtedy w stanie rozkminić człowieka. Gdyby ci wszyscy ludzie spróbowali tą wiedzę połączyć ze sobą, to może wtedy byśmy mogli dokonać jakiegoś takiego przełomowego odkrycia. Ale wróćmy do rzeczy. Bądźmy na razie w świecie treningowym, treningu medycznego, czy jak to w cudzysłowiu nazwiesz. Sam nie wiem jak się w ogóle nazywać w tym świecie. Jak ty byś się nazywał?
T.O.: Ja nazwałbym się przede wszystkim fizjoterapeutą, bo skończyłem takie studia. Aczkolwiek nie pracuję w gabinecie ze swoimi podopiecznymi, tylko pracuje na sali. Mogę powiedzieć całkiem szczerze, że jest niewielki procent mojej pracy fizjoterapeutycznej z klientami, a raczej jest to po prostu trening.
M.K.: Dokładnie, czyli jesteś bardziej trenerem.
T.O.: Jestem trenerem zdecydowanie.
M.K.: No ale jesteś teraz trenerem personalnym, trenerem medycznym, trener przygotowania motorycznego czy trenerem jakiejś specyfikacji w ogóle sportowej. Kim ty jesteś?
T.O.: Jestem trenerem przygotowania motorycznego. Ale mimo wszystko, że lubię ten tytuł i widzę, że ludzie się szczycą tym, że są trenerami przygotowania motorycznego, to na co dzień moja praca głównie polega na pracy z klientem komercyjnym. Czyli jestem najczęściej trenerem personalnym. Obecnie współpracuje też z młodą Akademią Piłkarską Wisły Kraków.
M.K.: W takim razie jak pracujesz z motoryką nad tym komercyjnym klientem, to dalej jesteś trenerem przygotowania motorycznego, no nie?
T.O.: Dalej jestem trenerem przygotowanie motorycznego. To wszystko się zazębia, wszystko się przenika i według mnie nie można się po prostu zamykać na jeden tytuł, który jest już i tak najmniej ważny tak naprawdę.
M.K.: Czasami zastanawiam się, jak się nazwać. W pewnym momencie dochodzisz do tego, że jesteś trenerem personalnym, ale to czasami jest tak zhańbiona nazwa, że głupio ci to powiedzieć na spotkaniu rodzinnym.
T.O.: Babcia mówi, że może wziąłbyś się w końcu do roboty.
M.K.: Potem mówisz, jestem fizjoterapeutą i oni mają w głowie masażystę, słyszysz: „a wiesz, bo mnie tu tak ten, może byś mnie synu pomasował?”. Nagle głupio ci się przyznać do tego, kim jesteś i nie ma tak naprawdę nazwy, która by była jak najbardziej spójna i mówiła co ty dokładnie robisz.
T.O.: Dlatego mi się podoba twoja nazwa: „naprawiam ludzi, bo po prostu pomagam ludziom i leczę ruchem”.
M.K.: Po prostu. No ale zaraz się ktoś doczepi, że użyłem słowa „leczyć”, przyjdzie KIF i zapyta: „hola, hola, leczysz?”.
T.O.: A składeczki zapłacone? KIF to przypominam Krajowa Izba Fizjoterapeutów.
M.K.: W każdym razie, gdy my się próbujemy nazwać to jest dosyć duże prawdopodobieństwo, że zaraz przyjdzie ktoś, kto na pewno będzie próbował naszą wiedzę zmieszać z błotem. Mamy wielu fanatyków i zamiast szukać wspólnej dyskusji to szukamy tak naprawdę zwady i udowodnienia drugiemu jego niewiedzy. A ten basen wiedzy jest ogromny.
T.O.: Nie basen Marek, tylko ocean. Ocean wiedzy jest ogromny i każdy może wnieść coś od siebie. Więc nie powinniśmy się sprzeczać, tylko budować mosty.
M.K.: Ja się z tobą stuprocentowo zgadzam. Ale jeżeli chodzi o to budowanie mostów, to mamy 2 kręgi: jeden krąg jest pełen ludzi, którzy wiedzą jak mało jeszcze nie wiedzą i się boją tego, że zaraz przyjdzie Staszek i ich zbije z tropu i boją się wypowiedzieć swoje zdanie itd. Ja też długi czas tak miałem i dalej tak mam, że się 1000000 razy zastanawiam nad tym co chcę powiedzieć i co chcę przekazać. Znam tą naszą publikę i wiem, że sam siebie potrafię zagiąć, a co dopiero ktoś, kto siedzi 10 lat albo 20 lat więcej w temacie ode mnie. Jest też drugi krąg, tych co krzyczą. Oni zazwyczaj przeczytają jedno i atakują. Załóżmy, że się przygotuję na jakieś szkolenie albo na jakiś występ jakiegoś gościa tylko po to żeby go wyjaśni. Nauczę się na przykład dwóch stron z jego całej prezentacji, takich mocno specyficznych i spróbuję go zagiąć. Ale ty możesz nie wiedzieć i to jest jakby normalne, że na pewno czegoś nie wiesz. Ja nie wiem masy rzeczy, a ktoś specjalnie będzie tłukł w jedno, żeby od razu cię zbić z tropu. Jeszcze najlepiej to się od razu schować i zanim cokolwiek zaczniesz wypowiadać to jeszcze 60 lat nauki przed tobą.
T.O.: Sam nie mam osobistego doświadczenia z tym związanego, aczkolwiek znam osobę, która opowiadała o kursie. To był kurs bodajże fizjoterapia kobiet w ciąży, coś w tym stylu. Była tam właśnie taka sytuacja, że były dwie dziewczyny ciągle atakujące prowadzącą. Wiadomo było, że atmosfera na szkoleniu przez to była nie za ciekawa. Najgorsze jest to, że cierpią na tym ludzie, którzy chcieli się dowiedzieć czegoś nowego. A jak dobrze wiemy, jeżeli wyciągniesz kilka nowych informacji ze szkolenia, niektórzy mówią że wręcz jak wyciągniesz jedną informacje i przetworzysz to. Potem zaczniesz to wprowadzać do swojego warsztatu, twoi klienci zaczną robić jakieś rzeczy z tym związane, to już jest super.
M.K.: Dokładnie tak. Powiedz mi w takim razie, à propos naszego głównego tematu wzorców ruchowych. Jesteś trenerem przygotowania i fizjoterapeutą i na pewno gdzieś tam w końcu przychodzi taki etap gdzie pracuje się ze sportowcami nad takimi rzeczami. Ostatnio na przykład byłeś na ASCA i w wielu innych miejscach, więc jak to wygląda u ciebie?
T.O.: Z perspektywy ostatnich miesięcy i ostatnich współpracy mogę powiedzieć, że wzorce ruchowe to ważny czynnik treningu, w szczególności dla dzieciaków. Wiadomo, na solidnym fundamencie należy po prostu budować dalej. Niemniej jednak, podpatrując z branży niektórych polskich trenerów, to uważam, że skupiają się nad tym za bardzo. Nie dążyłbym za wszelką cenę do idealnego wzorca, ponieważ on nie istnieje, trzeba iść dalej, trzeba rozwijać cały ten potencjał motoryczny, a nie tylko siedzieć i klepać jedno i to samo.
M.K.: Ja jeszcze jedną rzecz zauważyłem. Mój podopieczny, który jest normalnym człowiekiem trenującym, zaczął się sam szkolić ze wzorców ruchowych i jak przyszedł do mnie to tak stał z super mocno napiętymi pośladami i nawet aż przygarbiony od napinania brzucha. Ja nie pytam, co on robi, a on mówi trzyma neutralna pozycję ciała. Powiedzieli mu, że neutralna pozycja ciała to jest napięty poślad i napięty brzuch. Tak samo jak zaczynał przysiad, na zaciśniętym pośladzie. To jakby trochę mija się z celem, bo napina poślad żeby wyprostować biodro, ale zaczyna zgięcie biodra. No i się śmiałem. To jest taki misunderstanding w całym tym koncercie. Ludzie też źle używają pewnych słów do swoich podopiecznych. Na przykład: „napnij” zamiast „bardziej aktywuj”. Podopieczni często źle rozumieją o co chodzi w przekazie danej osoby. Teraz dla niego neutralna pozycja to było napięcie poślada, a ja stoję, też mam aktywne pośladki, a nie muszę ich napisać, bo jakby mój mózg cały czas odpowiada za jakiś tonus mięśniowy. Ważnym aspektem jest dobry coaching i tłumaczyć, że nie masz mieć cały czas napiętego brzucha na 100%, tylko on gdzieś tam podczas ćwiczeń musi być aktywny. Tyle jest tych mięśni wokół Core że każdy musi dostać po trochu a nie że tylko prosty brzucha nawala na 100%, gluteus maximus dostaje też na 100% i wiesz jakby jest kupa.
T.O.: To już jest ten „art of coaching”. Po prostu specyficzna dziedzina, bo jak rozróżniamy dobrego trenera od wybitnego trenera? Dobry trener wytłumaczy ci wszystko, elegancko opowie, pokaże. Wybitny trener potrafi ci to przedstawić w ten sposób, że ty na długo to zapamiętasz, będziesz wiedział jak zainicjować ruch, z czym go skojarzyć. Ja to na przykład widzę jak bardzo ważne jest to w kontekście pracy z dzieciakami. Aby umieć opisać ten ruch dokładnie, na przykładach, no „art of coaching”, po prostu.
M.K.: Dzieciaki to jest tutaj temat osobne i to jest mega trudny temat moim zdaniem. Jeżeli weźmiemy sobie pod uwagę jak dziecku wytłumaczyć ruch – to jest w ogóle sztuka. Znowu na przykładzie gimnastyki, gdzie Byłem akurat na sali i Michał tłumaczył dziecku jak ustawić ręce. Narysował mu uśmieszki na na łokciach i mówi: „a teraz zrób tak, żeby uśmieszki zobaczyły trenera”. I dziecko ustawiło ręce tak jak trzeba było.
T.O.: Czyli to jest ta sztuka. Sztuka mówienia, sztuka wizualizacji.
M.K.: Tak proste, a tak genialne. Nie pójdziesz do dziecka i nie powiesz, żeby napiął tutaj pośladki i ręce, tamtom siamto. Przecież dziecko tego nie zrozumie. Jak dorosły człowiek, bardzo inteligentny człowiek, nie potrafi zrozumieć skomplikowanych komend. Ja mam jedną taką fajną komendę jak uczymy ruchu hip hinge. Wyobraź sobie, że masz latarkę w tyłku i chcesz tą latarką poświecić na ścianę. I już ta osoba zupełnie inaczej myśli, aniżeli ja bym jej zdążył wytłumaczyć cały proces jak zachowuje się biodro, tułów, bla, bla bla. Prosta komenda daje zarąbisty efekt.
T.O.: Jak najmniej wytłumaczeń, jak najwięcej prostych prostych komend i rozwiązań w treningu. Marku, powoli zbliżamy się do końca. Mam jeszcze do ciebie 2 pytanka. Jaką byś polecił książkę wszystkim słuchaczom?
M.K.: Jeżeli chodzi o, czy to trening, czy to fizjo itd. to myślę, że taką podstawową fajną książeczką i najtańszą jaka mi przychodzi do głowy to jest „Biomechanika Kliniczna” pana Janusza Błaszczyka. Jest to tak naprawdę nieduża książka, a zarazem ogrom wiedzy tego, jak powstaje ruch, jak biomechanika się odbywa. Ona jest napisana łatwym językiem i ja do dzisiaj wracam do poszczególnych strony bo, za każdym razem gdy poszerzam bagaż swojej wiedzy to tak naprawdę wracam i tam też znajduje jakąś nową ciekawostkę, która mi otwiera oczy. Myślę, że na dobry początek dla każdego ta książeczka daje bardzo fajny ogrom wiedzy. Nie duży wydatek przede wszystkim, bo ja się spotykam z tym, że ludzie mówią o kurde tyle trzeba na to wszystko wydawać. Ja inwestuję w te książki i szkolenia masę pieniędzy. Czasami książka kosztuje 5 stówy ale to jest tyle wiedzy, że tak naprawdę większość szkoleń to jest w książkach, tylko my musimy się nauczyć się rozumieć i czytać te książki.
T.O.: Większość szkoleń to też książki przełożone po prostu na język polski. Kilka książek , kilka jakieś metod treningowych zaaplikowane po prostu na polski rynek. Dobrze, mamy książkę i jeszcze jakiś kurs?
M.K.: Co do kursów to ja jestem mega zadowolona akurat z kursów w Syntonic’u, więc każdemu polecam zaglądać na ich stronę. Jest tam mnóstwo ciekawych kursów, począwszy od P-DTR’u, Neutrodynamic Solutions czy też Neuro Seminars’ów, ale również dla fanów powięziówki czy Stecco.
T.O.: Chciałem ci bardzo podziękować za rozmowę, dzięki, że znalazłeś czas dla mnie dzisiaj w to niedzielne popołudnie. Wszystkich chętnych odsyłam jeszcze do podcastu „Rozmowy na Forum”, gdzie Marek wspólnie z Karolem Kruczkiem romawia między innymi na tematy diagnostyki oraz pierwszej konsultacji.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on google